środa, 27 maja 2009

Kolejna środa na dworcu

Tydzień temu pisałem o Mariuszu, który ma się coraz gorzej. Nikt nie powinien się dziwić, że po tygodniu nie nastąpiła znacząca poprawa. Jest lepiej o tyle, że sam Mariusz zaczyna widzieć problem. Ciągle jeszcze nie jest gotowy na podjęcie leczenia. Rozmawiamy więc tak sobie o tym kto wygra dzisiejszą ligę mistrzów, jaka będzie pogoda przez najbliższy tydzień... Czasem tylko wspomnę, że może warto się zdecydować na leczenie. Wtedy Mariusz robi poważną minę, mówi że owszem trzeba, że się zdecyduje, ale pomyśli o tym jutro...

Tymczasem na dworcu pojawił się Krystian. W przeciwieństwie do wielu ostatnich spotkań tym razem, czysty, zadbany i zadowolony z siebie. Pracuje, szuka mieszkania, ma się dobrze. Trzymam kciuki i mam nadzieję, że tym razem się uda.

Poza tym spokojnie i prawie zwyczajnie. Piszę, że prawie bo ekologia wkracza do naszej pracy na dworcu. Od dziś pakujemy kanapki w papierowe torebki. 1000 sztuk za 33 PLN.

Etykiety: , , , , ,

piątek, 22 maja 2009

Myślę więc nie piję...


W ciągu ostatnich dwóch tygodni wydarzyło się kilka fajnych rzeczy. Kolejna osoba trafiła na detoks i myślimy, o skierowaniu jej do Janowic na leczenie stacjonarne. Kolejny detoks przeszedł Krystian. Jest szansa, że 26 maja rozpocznie terapię w Toszku (szpital, w którym wszyscy nasi podopieczni przechodzą detoks). Pojawiło się kilka nowych osób, większość trzyma się dobrze. Może poza Mariuszem, który pije od wielu dni i wygląda coraz gorzej. Co prawda uśmiecha się jak zwykle, ale zaczynam widzieć, że traci na wadze. Jego stan martwi mnie najbardziej z całej dworcowej kompanii.

Nie martwią mnie nawet spotkania, na które co środę się umawiam, i z których nic nie wychodzi, bo a) zapomniał b) był tylko mnie nie było c) Zwineli go d) zapił e) leczył nogę f) był na leczeniu g) czy możemy umówić się jeszcze raz na 100 % będę... Z dziwną łatwością zaakceptowałem, że tak poprostu musi być i jest to urok pracy z bezdomnymi. Będą nas oczukiwać, wykorzystywać, mówić to co im się wydaje, że chcemy usłyszeć... W końcu nie należymy do ich świata. Czasem tylko, incydentalnie w środę wieczorem pozwalają nam zaglądnąć do środka. Myślimy, że ich znamy i rozumiemy a oni myślą, że rozumieją nasze pobódki motywacje.

Czasami mam nieodparte wrażenie, że nawzajem się oszukujemy. Tak napawdę niewiele wiem o bezdomności, nie spędziłem nigdy nocy na dworcu i nigdy nikt nie pobił mnie tylko dlatego, żeby sprawdzić jak to jest zlać "dworcowe śmieci". Nigdy nie stałem w kolejce po zupę czy kubek kawy. Nie wiem co dzieje się w człowieku, z którym się spotykam. Czuje, że jest między nami mimo tych wszystkich lat niewidzialna bariera, która w przypadku niektórych uniemozliwia jakikolwiek kontakt. Z niektórymi czuje się jakbym zawierał przedziwną umowę polegającą na tym, że za kanapkę i kawę on pozwala mi przez dwadzieścia minut mówić lub słuchać tego co ma mi do powiedzenia... Nie jestem w stanie zrobić nic poza tym, że godząc się na te warunki przychodzę i rozmawiam z tą samą osoba po raz 77 o jednym i tym samym w nadziei, że 78 raz okaże się sensowny. Jestem bezsilny chociaż chcę dla tych ludzi samego dobra. Nie potrafię tylko zrozumieć dlaczego mówiąc, że chcą zmiany jednocześnie żyją jakby zmiana nie miała dla nich żadnego znaczenia. Dysponujemy wszystkim co potrzebne żeby umozliwić ludziom wyrwanie się z nałogu. Jednocześnie efekty naszej pracy są tak mizerne. Potrafię to robić tylko wtedy kiedy rozumiem i pamiętam, że nie robię tego ani dla siebie, ani dla efektów...

Na koniec aktualna lista dworcowych potrzeb:
Zbyszek: Bielizna męska, spodnie 173 cm, 88 w pasie, koszula rozmiar 38
Andrzej: Buty męskie rozmiar 42-43, najlepiej czarne, bo Andrzej zawsze nosi się elegancko.
Cała kompania: dowody osobiste...



Etykiety: , , , , ,

piątek, 21 listopada 2008

Dworcowe specjalizacje

W ostatnią środę było wyjątkowo zimno i paskudnie. Może dlatego bardzo szybko skończyła się nam kawa i herbata a kanapki rozeszły się w niecały kwadrans. Czasami dochodzi do mnie, że te rzeczy, z którymi przychodzimy na dworzec naprawdę są tam potrzebne...

Tym razem okazało się, że PKP w Gliwicach ma nowego dyrektora, który nie życzy sobie dokarmiania bezdomnych na terenie dworca przez jakiekolwiek grupy. Gdyby nie to, że padał deszcz i wygodniej było nam rozdawać kanapeczki na sąsiednim PKSie to z całą pewnością porozmawiałbym z policjantem, który dzień wcześniej rozmawiał z innymi ludźmi, którzy też pracują z bezdomnymi. Jest czymś nonsensownym przeszkadzanie w pracy ludziom, którzy chcą sprawić, żeby na dworcu było jak najmniej niechcianych lokatorów, ale cóż... Gdyby to pierwszy raz... Powoli zaczynam się przyzwyczajać do tego, że ludzie potrafią traktować innych jak nadający się tylko do usunięcia odpad. Czekam niecierpliwie na tablice, która niczym w zoo bedzie przypominała upierdliwym przechodniom, że mieszkańców dworca zabrania się dokarmiać. Okrutne, głupie, bezmyślne... I na dodatek bezprawne :) Ale o tym innym razem :)

W ostatnią środę po raz kolejny uderzyło mnie, że w ramach ekipy ludzi, którzy chodzą na dworzec tworzy się w naturalny sposób bardzo wyraźny podział ról. Ktoś inny potrafi słuchać długich monologów i płaczu, któś inny potrafi pocieszać, ktoś inny potrafi się na miejscu modlić a jeszcze a w końcu jest ktoś kto potrafi bardzo konkretnie pomóc w podjęciu leczenia, szukaniu pracy, odtworzeniu dokumentów czy czymkolwiek podobnym. Tak naprawdę nikt nie potrafiłby zrobić tego wszystkiego co potrafimy zrobić razem. Praktyczna szkoła budowania kościoła, dla której nie jest ważne tylko to, że idziemy na dworzec, ale też to, że spotykamy się wcześniej, szykujemy kanapki, rozmawiamy, śmiejemy się i modlimy. Tylko dlatego, że robimy to razem jestem w stanie chodzić na dworzec. Tylko dlatego, że jestem w kościele, mogę czuć, że nie jestem samotny w tym co robię. Dobrze jest mieć świadomość, że nie jest się samym.


PS
Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 23 listopada 2004 r.w sprawie przepisów porządkowych obowiązujących na obszarze kolejowym, w pociągach i innych pojazdach kolejowych (Dz. U. z dnia 15 grudnia 2004 r.)

Etykiety: , , , , ,

piątek, 24 października 2008

22.10.2008

Chodzenie na dworzec staje się tak oczywistą częścią mojego tygodnia, że powoli ciężko mi wyobrazić sobie, że mógłbym chodzić gdzie indziej. Tym razem byliśmy w większej grupie. Tak jest zdecydowanie lepiej, bo kiedy tylko noce zaczynają się robić dokuczliwe to z całego dworca zbierają się bezdomni żeby napić się czegoś ciepłego. Niektórzy kompletnie pijani, inni zupełnie trzeźwi. Twierdzenie, że każdy bezdomny pije to jeden z bardziej obrzydliwych mitów. Myślimy, że ludzie na ulicy są zawsze ze swojej winy i zawsze to jest związane z alkoholizmem. Im dłużej bywam na dworcu tym częściej rozumiem, że to nie prawda. Tym razem umawiam się na sobotę tylko z jedną osobą. Wiem tylko tyle, że bezdomnym jest od trzech miesięcy. Więcej dowiem się w sobotę.

Etykiety: , , , , ,

Post i modlitwa

Krystian opuścił ośrodek. Pije. Ja chcę się modlić i pościć. Może będziesz chciał podobnie. Dlaczego post? Post jako ćwiczenie duchowe trudno przecenić z powodu dwóch zalet: prostoty i prędkości efektów. W parę godzin robię się głodny. Głód nie jest środkiem, niemiłym elementem postu, prowadzącym do miękkiego duchowego miąższu. W poście jestem głodny. Stop. Pościsz, żeby zgłodnieć i nie zaspokoić. Stop. Im bardziej myślisz o godzinie 0, kiedy zjesz, tym jawniejsze staje się dla twojego serca, że już skończyłeś post, już jesz. Niepopularność jednakowoż tego ćwiczenia należy zrzucić na garb dwóch wad: prostoty i szybkich rezultatów. Zaskoczeni jesteśmy swoim głodem, zaskoczeni, że nie możemy się skupić, że raz w życiu wszystko się układa tak jak się tego spodziewaliśmy. Ostatecznie stwierdzam: jestem duchowo nie gotowy, żeby być fizycznie głodny. Jak pragnę nie myślę, chce mi się. Poszczę żeby zgłodnieć oto cel. Po tej podróży duchowej nie oczekuj Bombaju, Jerozolimy, Taize, że zwiedzasz. Nie, przeciwnie to ty jesteś zwiedzany. Głód przybija cię do miejsca z którego twoja myśl nie może się ruszyć. W pewnym momencie dochodzę do prawdy: cały jestem głodny i wszystko bym zjadł a modlitwę zamienił na chleb.W kontekście Krystiana: Krystian napił się z głodu. Krystian chce przyjść w niedzielę. Może wstyd, może wódka, może nie przyjdzie, może przyjdzie. Żeby zrozumieć Krystiana na dziś możemy w któryś z bliskich 'dziś' – pościć. Będziemy mieć nie tylko jedność Ducha, bo Krystian, o zgrozo, wierzy w Jezusa, ale również jedność serca i ciała. Krystian wypił bo czuł głód.

Co czujesz, kiedy jesteś głodny i mówisz sobie, że wszystko dobrze i tylko ty tak mówisz, bo ciału jest nie dobrze? W takiej pozycji postu, może będziemy potrafili uczciwiej i gorącej wstawiać się za Krystiana. On potrzebuje modlitwy. On upadł. Wyobraź sobie, że zaspokajasz jakiś głód i wszystko się pieprzy. Że masz zły głód i jesteś bardzo głodny. On potrzebuje naszej modlitwy, my potrzebujemy, ja potrzebuje, żeby uwierzyć razem z nim, po raz kolejny, Chrystus zbawiciel świata, Chrystus wybawi i Krystiana ode złego. Módlmy się, każdy jak potrafi. Ojcze nasz…

Aut. M. Mokry

Etykiety: , , , , ,

poniedziałek, 22 września 2008

Od dodania przeze mnie ostatniej wiadomości za trzy dni minąłby dokładnie miesiąc. Przez ten czas zdążyły skończyć się wakacje. Dzięki temu na dworzec może chodzić coraz więcej z nas. Znalazł się fotograf (Rufio), który bardzo dobrze odnajduje się w nowej roli na dworcu, w końcu mamy odpowiednio dużą grupę osób, które mogą przygotować kanapki i herbatę i kawę. Powoli robi się coraz chłodniej i będziemy pewnie znów szukali ubrań - głównie dla mężczyzn.

Przez wrzesień nawiązywaliśmy kontakty, z różnymi organizacjami zajmującymi się bezdomnością w Gliwicach. Bardzo możliwe, że będziemy mogli zimą wydawać kawę i herbatę w ciepłym pomieszczeniu niedaleko dworca. Być może będziemy mogli wykorzystywać dla organizowania innych spotkań. Niezależnie od tego okazuje się, że mamy dużo znajomych w lokalnym "Albercie", który zarządza schroniskami i noclegownią.

Gdyby same możliwości mogły leczyć choroby ludzi, nie byłoby problemu bezdomności i alkoholizmu... W ostatnią środę rozmawiałem z Sebastianem... Sebastian jest bezdomny od pięciu lat. Śpi po klatkach schodowych i działkach. Co już widziałem na dworcu wygląda na osobę niepijącą. Jest bezdomny, bo poprostu "tak wyszło". Chce kanapkę i kawę. Innej pomocy mu nie trzeba, bo "czeka na grube pieniądze za patenty". Przy okazji pyta czy nie mamy jakiejś pracy, bo go niemiłosiernie oszukali na ostatnim "staniu z tyczką". Sebastian stoi z reklamą, bo "pieniądze za patenty kradnie poczta". Umawiamy się na rozmowę w sprawie pracy na piątek - patentami się nie będziemy zajmować, bo "sprawa śmierdzi a my jesteśmy zbyt krótcy na takie tematy". W piątek niestety Sebastian na spotkanie nie przyjdzie...

Etykiety: , , , , ,

czwartek, 18 września 2008

"ndarium do każ"

Tyle udało się przeczytać na kiepie z gazety :)
A Stasiu, choć takie kiepy pali, to kilkanaście pompek na jednej ręce machnie. No może trochę łokcia nie zgina...:)



Mariusz. Rocznik 1974. Zawsze wesoły!

Jano, wieczny chłopiec...

Janusz. Znowu oko mu dokucza, będzie potrzebna korekta laserem.


Etykiety: , , , , ,

czwartek, 11 września 2008

Przez Niego stworzeni

a przecież On się nie myli!

Znamy Krystiana tyle lat... Znowu złamany nos... Brak nam cierpliwości czasem...
„Ale jeśli tylko spojrzysz w twarz temu bezdomnemu, jeśli zedrzesz, zdrapiesz to wszystko, to oczy Chrystusa cierpiącego zobaczysz!”
Ks. Orzechowski



- Super się Babcia trzyma!
- Ja się kochany panie codziennie modlę o zdrowie!
Babcia ma 72 lata.

Stasiu Niemowa, też nie do zdarcia...

Buty Beaty "Szakalicy". Czy na pewno tak bardzo się różnimy? Mamy inne marzenia?

Marcin z Krystianem

Etykiety: , , , , ,

środa, 20 sierpnia 2008



Ten post powinien znaleźć się na stronie mniej więcej 6 dni temu. Nie znalazł się, bo ... Jest tysiąc powodów dla których nie robimy rzeczy, które powinny być zrobione. Więc po kolei. Tydzień temu na dworzec wybraliśmy się w trójkę z Marcinem i Elą. Ważna była rozmowa Eli z jedną z bezdomnych kobiet - Beata na dworcu jest od bardzo dawna, zawsze posiniaczona, zawsze mocno pijana... Wygląda na to, że chce coś zrobić ze swoim życiem. Potrzebowała tylko osoby, która podejdzie do niej i spokojnie jej wysłucha. Tą osobą była właśnie Ela.

Krzysiek, który został pobity jakiś czas temu skończył detoks i zostanie w Toszku na terapii. W sobotę jadę go odwiedzić. Do tego czasu trzeba przygotować paczkę z ubraniami. Majtki, skarpetki, koszulki... Wszystko to co niezbędne. Staramy się też o kontakt z mamą Krzyśka tak żeby po leczeniu mógł wrócić do domu. Z całą pewnością historia, na którą patrzę z coraz większą nadzieją.

Dziś wypada kolejna wizyta na dworcu - z powodu wakacji skład jest wyjątkowo mały. Dlatego mam nadzieję ciągle na udział innych osób. Potrzebna jest tak naprawdę każda wolna para rąk. Ktoś musi robić zakupy, któś przygotowywuje kanapki w końcu ktoś musi iść na dworzec. Cały czas szukamy też osoby, któa byłaby gotowa robić dokumentację fotograficzną wyjść na dworzec.

I na koniec jeszcze jedna dobra wiadomość. Pół roku temu poznaliśmy Marka. Marek wyszedł z więzienia gdzie odsiadywał wyrok za niepłacenie alimentów. Nie ma domu ani rodziny. Poznaliśmy się w trakcie rozdawania kanapek. Po wielu zachęceniach udało się wysłać go do Bogny - pracownika opieki społecznej, która zajmuje się bezdomnymi w Gliwicach. I okazało się, że to była bardzo dobra decyzja... Jakiś czas temu Marek był z nami na slocie. Potem przez bardzo długi okres czasu się nie widzieliśmy. Myślałem nawet, że wyjechał do inneog miasta. Do głowy mi nie przyszło nawet, że ten cały czas jest w Gliwickiej noclegowni, załatwia wszystkie papiery i szuka pracy. Tak naprawdę jest to jeden z nieczęstych przypadków gdzie nie ma problemu z alkoholem. To czego potrzebował to zachęta i elementarna pomoc. Dzięki niej zostałem dziś obudzony o 8.00 rano, żeby usłyszeć co tam u niego... Umówilismy się na piątkowe popołudnie w sprawie poszukiwań pracy...

Etykiety: , , , , ,

poniedziałek, 11 sierpnia 2008


Kilka informacji dla osób, które odwiedzają nasz blog :) Po pierwsze dziękuje wszystkim tym, którzy odpowiadają na to co tutaj można od niedawna przeczytać. Wasze zachęcenie jest ważne. Tak naprawdę dzięki temu, że od jakiegoś czasu docierają do mnie różne maile dot. tego co robimy na dworcu zdałem sobie sprawę że to jest naprawdę duża sprawa.

Po drugie - nasza działalność nie jest sformalizowana w żaden sposób. Nie otrzymujemy na naszą działalność żadnych dotacji. Wydatki związane z kanapkami na dworcu pokrywamy z naszych własnych kieszeni, koszty leczenia natomiast w dużej części pokrywane są przez przyjaciół naszej działalności, którzy często nigdy nie byli nawet w Gliwicach. Jeżeli chcecie więcej wiedzieć na tematy związane z leczeniem odwykowym napiszcie do Rufia, który zajmuje się gromadzeniem i wydawaniem pieniędzy związanych z pomaganiem bezdomnym.

Po trzecie - Nie jesteśmy stowarzyszeniem (chociaz istnieje stowarzyszenie Provizorka), nie jesteśmy też grupą znajomych z dzieciństwa (chociaż wielu z nas zna się od dziecka) Jesteśmy domowym kościołem, który to w co wierzy chce pokazać innym chodząc właśnie na dworzec. Mówimy o sobie kościół, bo wierzymy, że kościół powstaje wszędzie tam gdzie zbierają się ludzie, którzy wyznają wiarę w Jezusa.

Po czwarte - można nas odwiedzić, mozna nam też pomagać finanosowo i można też działać z nami wśród bezdomnych. Szczególnie potrzebujemy osoby, która chciałby chodzić na dworzec i dokumentować fotograficznie naszą działalność


Po piąte - na zdjęciu widać wigilię, którą zorganizowaliśmy dla bezdomnych w 2007 r.

Etykiety: , , , , ,

W ostatnią środę nie poszedłem na dworzec. Nie wiem więc dokładnie co się działo, ale wiem że 28 letni Krzysiek, z którym pracujemy od ponad roku trafił w piątek na detoks. W środęna dworcu okazało się, że został pobity. Marcin zabrał go do siebie do domu. W czwartek załatwiali różne badania i w końcu tez skierowanie na detoks. Kiedy odwoziłem Krzyśka do szpitala do Toszka mieliśmy okazję porozmawiać dłużej - to co wyłania się z naszej rozmowy nie napawa optymizmem. Krzysiek sądzi, że w Toszku odbędzie 6 dniową terapię alkoholową, po której podejmie prace w zawodzie (z wykształcenia jest piekarzem - nie pracował jednak w zawodzie zbyt wiele) i wróci do domu do swojej matki, z którą nie rozmawiał od dwóch lat... Od takie ich wyobrażenie o życiu.

Poza tym do naszej ekipy odwiedzającej dworzec dołączyła Ela, która też od niedawna jest częscią naszego Provizorki. Jesteśmy szcześliwi, bo jest w końcu ktoś kto będzie rozmawiał z bezdomnymi kobietami. Jest też ktoś, kto zdecydował się na stałe podjąć zobowiązanie odwiedzania tych ludzi.

Na dworcu Ela spotkała między innymi 20 letniego chłopaka z Rzeszowa. Nie wiemy o nim zbyt wiele poza tym, że zaczął pić, żeby walczyć ze swoim nałogiem alkoholowym, który to nałóg alkoholowy chce zabić zostając ojcem... We wtorek zaplanowane jest spotkanie z nim poza dworcem. Mamy nadzjeję, że przyjdzie, mamy nadzieje, że będzie otwarty na to co Ela będzie chciała mu powiedzieć.


Etykiety: , , , , ,

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Mały update- na zaplanowane spotkania ze mną i Marcinem nie przyszedł żaden z umówionych chłopaków - czasami odechciewa się tej pracy. W środę dowiemy co się stało, prawdopodobnie każdy był bardzo zajęty... Szukamy dobrego pomysłu na dyscyplinowanie tych ludzi.

Etykiety: , , , , ,

czwartek, 31 lipca 2008



Do pisania tego bloga zbieraliśmy się od wielu miesięcy. Zdecydowaliśmy się na taką formę, bo wydaje się nam , że jest to stosunkowo najłatwiejszy sposób dokumentowania naszych wyjść na dworzec. Robimy to nieprzerwanie od najmniej 5 lat. Przez ten czas zmieniali się ludzie, zmieniały się kanapki, zmieniała się kawa, ale nie zmieniał się cel, dla którego chodzimy na dworzec... Co środę, z worem kanapek i termosami idziemy na dworzec, żeby nie tylko w miarę naszych możliwości pomagać wychodzić z nałogu czy bezdomności, ale może przede wszystkim idziemy tam powiedzieć, że dla każdego człowieka, zawsze jest nadzieja na ratunek w Bogu.

Wczorajszy wieczór był niesamowity. Od jakiegoś czasu udaje nam się wyjątkowo sprawnie prowadzić przygotowania do wyjścia na dworzec. Wydaje się, że to nic niezwykłego zrobić zakupy i przygotować kanapki razem z termosami kawy i herbaty, ale kiedy musisz robić takie rzeczy tydzień w tydzień to staje się to nie lada wyzwaniem. Od jakiegoś czasu jednak widać wyraźnie, że żeńska część provizorki potrafi wziąć na siebie ciężar przyszykowania wszystkiego kiedy na dworzec idą raczej sami panowie. Wczoraj na dworcu wylądowaliśmy ostatecznie koło 21.00 - była to pierwsza wizyta po długujej nieobecności spowodowanej wyjazdem niemal wszystkich na SLOT ART FESTIVAL . Na dworcu przywitała nas grupa 15 osób, głownie mężczyzn. Spotkania zawsze zaczynamy od rozdawania kanapek i rozlewania napojów - część osób przychodzi przez jakiś czas tylko po to żeby coś zjeść i się napić. Wielu z nich kiedy przyzwyczają się do naszej obecności będzie prosiło nas o pomoc.

Wiele razy działo się tak, że kiedy przychodzilismy na dworzec to ludzie zachęceni przykładami tych, ktorzy gdzieś tam powyrywali się z dworca sami przychodzili i prosili o pomoc. Zawsze wtedy umawiamy się na spotkania w ciągu tygodnia. W przeciwieństiwe do środowych spotkań kanapkowych wymagamy wtedy trzeźwosci, która jest potrzebna nie tylko do tego, żeby zacząc chcociażby detox, ale też żeby zwyczajnie szczerze sobie porozmawiać. Po wczorajszym wypadzie na dworzec takich rozmów mamy zaplanowanych kilka. W piątek będzie wiadomo ile z nich się odbyło...

Etykiety: , , , , ,